- Posty: 3087
- Otrzymane podziękowania: 32
- /
- /
- /
- /
- Historia moich Aniołków
Historia moich Aniołków
- gosia28
-
Autor
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
W sierpniu zeszłego roku pojechaliśmy do Częstochowy pomodlić się, by Bóg obdarzył nas dzieciątkiem, daliśmy na mszę świętą, obiecałam, że wrócę w ciąży podziękować Matce Jasnogórskiej za wstawiennictwo. Rok później byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Jeszcze przed @ zobaczyłam pozytywny wynik testu ciążowego, zaraz po tym beta, która potwierdziła ciążę, kilka dni później gin, który potwierdził prawidłowo zagnieżdżony pęcherzyk. W 6 tc. zaliczyłam szpital, niewielkie odklejenie trofoblastu, ale wszystko w porządku, pokazali mi bijące serduszko mojego dzidziusia. Wróciłam do domu. Pomyślałam, że muszę podziękować Maryji za nasz cud. Pojechaliśmy do Częstochowy. Dziękowałam i prosiłam o szczęśliwy przebieg ciąży.
Na wizycie w 8 tc. gin na monitorze pokazał mi i mężowi mega niespodziankę- drugie serduszko, miałam pod sercem dwa upragnione maleństwa, zawsze marzyliśmy o bliźniętach i wszystkim zawsze mówiliśmy, że fajnie było by je mieć, a tu takie szczęście. Mąż mój chodził dumny jak paw, wszędzie się chwalił, choć mi to trochę przeszkadzało, z lęku, bo przecież to wczesna ciąża. Od samego początku wiedzieliśmy, że będą chłopcy, takie przeczucie, mąż zawsze wracając pytał "jak tam moje chłopaki" ja na przekór mówiłam, że to dziewczynki, choć serce mówiło, że mam synków. Błogosławiłam ich znakiem krzyża każdego dnia.
W 12 tc. wróciliśmy z wieczornych odwiedzin do domu, rozbierałam się pod prysznic i wtedy zobaczyłam plamienie, wystraszyłam się bardzo, mąż od razu zadzwonił do gina- kazał natychmiast przyjechać, akurat miał dyżur w szpitalu. Okazało się, że sytuacja jest stabilna, z dzieciątkami wszystko ok. musiała pęknąć jakaś żyłka, kilka dni w szpitalu na obserwacji i dom. Kolejna wizyta u gina, wstępnie określa na nasze życzenie płeć dzieci- chłopcy, zaskoczenia nie było

W jednej chwili coś się dzieje, coś się ze mnie wylało... lekarz uspokaja mnie, ale ja wiem, że to koniec... znowu się wylewa, gin kazał rozebrać się, znowu chlusnęło, nie ma rozwarcia. Droga do szpitala- cisza, czuję, że mój brzuch zrobił się inny, mniejszy, nie był już taki okrąglutki... izba przyjęć, nosze i łóżko z którego długo nie wstałam, specjalne ze spadem, z nogami do góry. Pieprzone formalności, zgoda na to, zgoda na tamto, czy chorowałam, bla bla. Zawieźli mnie na usg, dzieci żyją, pobranie wymazów, krwi, sala szpitalna, kroplówki, przepłakaliśmy do 2.00 w nocy, potem mąż pojechał bo pielęgniarki go wyprosiły, nie byłam na sali sama, obok mnie dziewczyna w 34 tc. dalej druga w 12. tc.
Płakałam cały czwartek, nie jadłam, mąż mnie prosił, pielęgniarki "przecież pani jest w ciąży, pani musi jeść" nie miałam ochoty, ale przekonały mnie. Przyszedł do mnie ordynator, wziął za rękę i powiedział, że nic nie może mi powiedzieć, że sytuacja jest bardzo ciężka, wszystko zależy od tego co będzie się działo każdego dnia. Jeden bliźniak może się "wchłonąć" i przeżyje ten drugi, ale jeżeli wda się zakażenie, to będą musieli mnie ratować... zakończą ciążę... rozpacz... "czy to pewne, że nie ma możliwości, że obaj przeżyją?" odpowiedział, że wszystko w rękach Boga... Więc modliłam się do niego otwierając i zamykając oczy, dziękowałam za każdy kolejny dzień, w kościele odbywały się msze, mąż chodził na nowenny do Matki Nieustającej Pomocy, odzyskiwałam nadzieję, wiedzieliśmy, że jeśli uda nam się przeleżeć 8/9 tygodni będziemy mogli starać się o przeniesienie do kliniki, gdzie ratują takie wcześniaki. Nadszedł kolejny piątek, mąż już wrócił ze szpitala do domu, ja załatwiam fizjologiczne potrzeby na szpitalnym basenie, podcieram się i czuję coś dziwnego między nogami, dzwonię dzwonkiem szpitalnym jak oszalała, wbiegają pielęgniarki, opowiadam im, rozebrały mnie i widzę ich kiwanie głowami, wypadła pępowina. Przychodzi lekarka, wkłada palucha "pępowina nie tętni, dziecko nie żyje" jak to nie żyje, o czym ona mówi? Usg- bałam się patrzeć na ekran, lekarka pokazuje mi dzieci, powiększa serduszka, są oba bijące, żyją. Przyjechał mój mąż, trzymał mnie za rękę, nic nie mówiliśmy. Decyzja lekarki- odstawiamy kroplówkę z magnezem, włączają dodatkowe antybiotyki dożylne. Rozpacz, wiem co to oznacza- czekają na skurcze. Ale tych nie ma.
Sobota we łzach, znowu nic nie jem, nie potrafię, gapię się w sufit błędnym wzrokiem, boję się sikać, ale muszę, podcieram się i nie czuję jej. Pojawiła się radość, pomyślałam że może jednak się uda, choć iskra pojawiała się i gasła... Poniedziałek- wnieśli mnie na fotel ginekologiczny, ordynator, że sytuacja była zła po odejściu wód, a teraz z tą wypadniętą pępowiną jest jeszcze gorsza. Czekamy. Tylko nie wiem na co. Sekretarka notuje- pacjentka poinformowana o aktualnej sytuacji. Przywieźli mnie na salę. Parę godzin później znów się podcieram, czuję sznur pępowiny, dużo. Lekarka przyszła, popatrzyła, włączyła dodatkowe zabiegi higieniczne po każdym siku. Staram się pić mniej, bo to okropne jak rozbierają przy innych i myją, choć pacjentki z sąsiadujących łóżek nie były beszczelne, z resztą co chwilę to inna. Tylko ja byłam tą stałą. Wtorek, środa- koszmary nocne. Boję się czwartku, to mikołajki. Czwartek, budzę się z kolejnym koszmarem. Załatwiłam się, pielęgniarka umyła. Mąż do mnie jedzie, dziwnie się czuję, inaczej. Obok mnie łóżko puste, na drugie przyszła starsza pani na usunięcie mięśniaka. Siedzi ze swoim mężem.
Przyjechał mój mąż, przywiózł prezenty, czytam życzenia od naszej stażystki "... długiego leżenia byś w nowym roku wróciła do domu z chłopcami". Ale ja wiem, że nie wrócę. Boli mnie brzuch, skurcz... ściskam rękę mojego męża, następny, dzwonimy po pielęgniarkę, przyszła z zastrzykiem rozkurczowym, ale on nie pomaga. Robią się nie do wytrzymania, pan obok żegna swoją żonę i wychodzi. Już nie wytrzymuję. Dzwonię po pielęgniarki, mówię, że się zaczęło, zerknęły, ale mówią, że to ta pępowina, kolejny skurcz, czuję, że wychodzą nóżki, potrzeba parcia, czuję tułów i rączki. Jeszcze jedno parcie, jest główka. Pielęgniarki patrzą na zegarek 16.40. Proszę je o chrzest dla synka. Przyniosła wodę, zapytała o imię i nad szpitalnym basenem polała główkę synusia "Karolu, ja Ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego". Przeżegnałyśmy się, pani z łóżka obok również... ocierała łzy.
Teraz łożysko. Bardzo boli. Wydaje mi się, że nie wytrzymam. Przyszła lekarka, pewnie dopiła kawę...
zabrali mnie na salę operacyjną, mężowi nie pozwolili wejść, pielęgniarki też inne, nie znam ich, bo nie z ginekologii. Anestezjolog przeprowadza ze mną wywiad, nie mogę wytrzymać z bólu. Lekarka chce zacząć, pielęgniarka zwraca uwagę "pani doktor, ona jeszcze rusza nogą". Zaczekała. Przed wszystkim proszę jeszcze o chrzest dla drugiego synka, to Janek mówię... ale oni nie słuchają, więc powtarzam, nikt nic nie mówi. Lekarka w końcu zadzwoniła do księdza, ten spytał czy dziecko żyje, powiedziała, że nie, więc powiedział, że nie przyjedzie, że nie chrzci się martwych dzieci. Skąd mogła wiedzieć, że nie żyje, przecież był jeszcze pod moim sercem...
wyciągnęli go i zabrali, wyskrobali i zabrali mnie na salę wybudzeń, chociaż byłam przytomna, ale anestezjolog tak kazał. Jasia nie ochrzcili...
Jakaś pielęgniarka wzięła mnie za rękę, coś powiedziała, ale nie słuchałam...
zabrali mnie na salę, gdzie cały czas leżałam, w korytarzu czekał na mnie mąż, miał czerwone oczy, wziął mnie za rękę i powiedział, że bardzo mnie kocha...
następnego dnia, którego miałam nadzieję, że się nie obudzę położyli na wolnym łóżku panią w 32 tygodniu ciąży, głaskała swój brzuch, odwróciłam się i więcej na nią nie spojrzałam.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Dorciaition
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Moje Szczęścia *Lenka 16.11.11* *Blanka 9.01.14*
- Posty: 6282
- Otrzymane podziękowania: 1
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- madziaska
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- SZCZĘŚLIWA MAMA :)
- Posty: 2984
- Otrzymane podziękowania: 34
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Mirella
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Klaudia - najcudniejsze dziecię na świecie
- Posty: 7015
- Otrzymane podziękowania: 72





Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Dave
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Carpe Diem
- Posty: 10230
- Otrzymane podziękowania: 43
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Gosia27
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- 3 Zosia-14.03.13
- Posty: 1832
- Otrzymane podziękowania: 3
Łzy same popłynęły....
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Dorciaition
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Moje Szczęścia *Lenka 16.11.11* *Blanka 9.01.14*
- Posty: 6282
- Otrzymane podziękowania: 1
Mnie to pomagało
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- angellika1
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- 08.08.2011 cud narodzin
- Posty: 1457
- Otrzymane podziękowania: 0
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- juleczka
-
- Wylogowany
- gaworzenie
-
- Posty: 51
- Otrzymane podziękowania: 0



Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Mała
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Posty: 6258
- Otrzymane podziękowania: 29
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- monika1984lodz
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Matka wariatka :P
- Posty: 9343
- Otrzymane podziękowania: 5




www.facebook.com/feelsowe1?ref=hl


[*]5.08.2009[*]
[*]9.06.2010[*]
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Pyśkaaaa
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Posty: 5558
- Otrzymane podziękowania: 0
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- MoNiaaa
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Julka :* 04.08.2010r. Zuzia :* 19.12.2013
- Posty: 7467
- Otrzymane podziękowania: 46
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- Agusia83
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- 17IX2011-4000g,58cm; 22VI2013-4010g,57cm:)Cuda:)
- Posty: 8113
- Otrzymane podziękowania: 5
Podziwiam Cie za sile i odwage, ze moglas nam przedstawic historie swoich dwoch wspanailych aniolkow.
Nadal placze i nie moge pojac, ze tak okropnie rzeczy zdarzaja sie ludziom nadwszystko pragnacych dzieci.
Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.
- beti
-
- Wylogowany
- mistrzyni słowa
-
- Dziecko to taki sympatyczny początek człowieka :**
- Posty: 5177
- Otrzymane podziękowania: 0

Gosiu, Tobie życzę siły i wiary w lepsze jutro...

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj się na forum się, aby dołączyć do rozmowy.